Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sztuka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sztuka. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 1 września 2014

22. Parc Monceau

Ależ zaniedbany blog, a fe! Ileż to wymówek można wymyślić? Moją będą koty, wakacje z panem B., a przede mną jeszcze przyjazd panny A. Ale dosyć już leniuchowania! Czas się wziąć do roboty i odświeżyć trochę tą biedną stronę.
Co nowego u mnie?
Mały kiciuś zaadoptowany. Bardzo szczęśliwy i mruczący.

















Oprócz tego odkryliśmy malutki ale bardzo przyjemny park! Parc Monceau w 8 dzielnicy, styl angielski.

Bardzo klimatyczny park.


Szkoda, że takie tajemnicze dróżki były pozamykane.
Nawet piramida się znalazła.
Mój wspaniały pan B.













Nawet Chopin się znalazł.







Park jest otoczony pięknymi budynkami. Jak cudownie musi się tam mieszkać!
















Jeśli ktoś chce odpocząć od zgiełku miasta, a ma dosyć stylu francuskiego to ten park stanowi wspaniałe rozwiązanie. Co prawda malutki ale jakże klimatyczny. W ciepłe dni wszyscy leżą na trawie i wygrzewają się w słońcu. Jest dużo kraników z wodą, ławek, a nawet darmowe wifi.

czwartek, 12 czerwca 2014

20. Parc de la Villette

Ostatnio w ogóle nie mam jakiejś weny i też za wiele się u mnie nie dzieje. Jednak by całkowicie nie zaniedbać bloga postaram się coś z siebie wykrzesać.
Jakiś czas temu wybraliśmy się do parku parę stacji tramwajowych od nas. Parc de la Villette. Było akurat upalnie więc po 3 godzinach padliśmy i wróciliśmy do domu w tempie ekspresowym. Park ładny, dużo ludzi, większość na kocykach czy na trawie się opalała. W parku znajduje się Miasto Nauki i Przemysłu - Muzeum Nauki, ogromne z wielką ilością wystaw i różnych ciekawych rzeczy niestety bilety są dosyć drogie a my nie byliśmy przygotowani na zwiedzanie więc wypad do środka przełożyliśmy na bliżej nieokreśloną przyszłość.

Wielka Hala - pozostałość po rzeźni i targu mięsnym
Facet obmywający sobie tyłek...
















Ogólnie cały park jest taki trochę metaliczny, chłodny, "nowoczesny", jednak to nie przeszkadza bo dzięki sporej ilości zieleni i otwartej przestrzeni jest całkiem przyjemnie. Zdecydowanie idealny park na piknik czy spotkanie z większą ilością znajomych.
źródło: http://www.parisinfo.com














A tak poza tym to w Paryżu pogodę mamy strasznie zmienną. Gorąco jest bez przerwy ale raz mamy wielką ulewę z burzami, grad wielkości mandarynek, a raz - tak jak dzisiaj jest pięknie i słonecznie. Dlatego kiedy pan B. wróci z pracy idziemy ruszyć tyłki bo aż żal siedzieć w domu.

czwartek, 22 maja 2014

18. Wersal

Chciałabym zacząć serię wpisów dotyczącą miejsc, które koniecznie trzeba zwiedzić będąc w Paryżu.
Numerem jeden na mojej liście jest Wersal. Kiedy pierwszy raz byłam w Paryżu to na nic nie czekałam tak bardzo jak na wyjście do pałacu Króla-Słońce. Kiedy byłam mała moja mama grała na naszym starym kompie w Wersal (Versailles 1685 z 1997 roku), była jednym z dworzan i musiała rozwikłać jakiś spisek, ja za to patrzyłam jak zaczarowana na te sale, suknie i ogrody. Od tego czasu marzyłam o możliwości zobaczenia tego wszystkiego na żywo. Okazja nadarzyła się kiedy mój B. zaprosił mnie do siebie na wakacje. Był to już wrzesień ale w  Paryżu i tak były straszne upały.
Żeby się dostać do miasteczka trzeba wziąć RER linii C do Versailles-Rive Gauche i przejść się kawałek.
Pierwsze co się rzuca w oczy to wielka, złota brama.
Najpierw musieliśmy odstać 30 minut w niekończącej się kolejce. Był ogrom ludzi - jeszcze więcej niż zazwyczaj ponieważ była to pierwsza niedziela miesiąca, gdzie jest wolny wstęp dla wszystkich. Warto zaznaczyć, że jeśli macie mniej niż 26 lat to macie wolny wstęp zawsze. Ale trzeba uważać na specjalne eventy - u nas był to pokaz fontann w ogrodach, za które trzeba dopłacić. Dlatego przed wyjazdem warto się zorientować co i jak. Dla zainteresowanych strona internetowa po angielsku: LINK.
Kolejka...

















Dla mnie najmniej ciekawą i rozczarowującą częścią był sam pałac. Było tyle ludzi, że człowiek nie mógł się nawet na chwilę zatrzymać! Płynęło się z falą, gdybym podciągnęła nogi to na pewno bym się nie przewróciła. Był czas tylko na rzucenie okiem i szybkie pstryknięcie fotki w locie.
Najbardziej wyczekiwana przeze mnie sala luster też nie robiła wrażenia, lustra były brudne no i oczywiście znów masa ludzi, która była bardzo głośna i zabijała cały klimat.

Zachwycona ja w sali luster
Co mi się jeszcze nie podobało to obezwładniający przepych. Wszystko było złote, złote i jeszcze raz złote.
A q samym pałacu najbardziej podobały mi się firanki.

















Malutkie łóżeczko

 Dużo sal była dosyć pusta dlatego, że większość skarbów z pałacu została sprzedana do Anglii, kiedy Francji brakowało pieniędzy.
Najbardziej szokująca była dodatkowa wystawa. Bardzo raziła w oczy, nie wiem kto w ogóle wpadł na pomysł postawienie tego czegoś w PAŁACU!










Na szczęście dalej już było tylko lepiej. Bo zaczęła się część OGRODÓW.



Najszczęśliwsza na świecie JA
Przyznam się, że mogłabym tam spędzać każdy dzień, każdy wieczór. Są piękne. Są ogromne. Każdy może znaleźć dla siebie swoje ulubione miejsce.



Tańczące fontanny
















Nie ma co opisywać, bo słowa tego nie oddadzą. Tam po prostu trzeba być!
Co mnie jeszcze urzekło w ogrodach? Małe labirynty, każda z dróżek poprzecinana wysokimi krzakami, dzięki czemu człowiek czuję się bardzo intymnie i najważniejsze: MUZYKA barokowa. Kiedy weszliśmy do ogrodów w pewnym momencie usłyszałam delikatną muzykę, zaczarowana zaczęłam szukać orkiestry ale nigdzie nie mogliśmy jej znaleźć. A muzyka dochodziła zewsząd. Porywała cię i czułeś jakbyś się przeniósł w czasie. Jakbyś został zaproszony na bal do pary królewskiej. Po jakimś czasie zauważyliśmy małe głośniczki schowane w wysokich krzakach. Coś fantastycznego!
Oczywiście czasu nam nie starczyło na zwiedzenie wszystkiego. Dopiero rok później mogłam znów zobaczyć Wersal, tym razem część Marii Antoniny, która również całkowicie mnie zaczarowała.







I znów był upał i znów był
o pięknie. Był petit trianon i grand trianon. Ogród angielski i mała wieś z ogródkiem warzywnym, gdzie Maria Antonina uwielbiała spędzać czas.

 Jeszcze dla ciekawskich mapa całego pałacu razem z ogrodami, dopiero tutaj widać ogrom tego wszystkiego: LINK.






Tak bardzo spodobał nam się Wersal, że planujemy zakup biletu całorocznego dla 2 osób - 80euro.  Najchętniej to bym się wyprowadziła z Paryża do Wersalu oczywiście nie do pałacu (chociaż też bym nie narzekała ;)), a do miasteczka, które jest bardzo ładne i dzięki czemu nie musielibyśmy marnować 2h na dojazd w tę i z powrotem.

poniedziałek, 10 marca 2014

10. Muséum national d'histoire naturelle

W końcu, po wielu wcześniejszych próbach, udało nam się wczoraj wybrać do Muséum national d'histoire naturelle. Ubraliśmy grube kurtki i ciepłe ubrania no bo nadal zima itp. Nie zabraliśmy nic oprócz portfela i aparatu. Oczywiście nic nie poszło tak jak zaplanowaliśmy. Kiedy wysiedliśmy z metra zalał nas ogromny upał. Słońce grzało tak jak w lato! Chyba było ponad 20 stopni! Dookoła ludzie rozbierający się, siedzący na trawie, opalający się, prawie goli (!). W powietrzu czuć było zapach wiosny. Od razu dostałam energii do zwiedzania.
Muzeum mieści się w całkiem sporym parku gdzie jest cała masa większych i mniejszych budynków należących do muzeum. Jest tam nawet zoo.

Niestety kiedy chciałam zrobić pierwsze zdjęcie okazało się, że aparat nie działa! Oczywiście zapomniałam baterii, które ładowałam przed wyjściem... Został nam aparat w telefonie.
Słońce grzało coraz mocniej a my byliśmy obładowani kurtkami, które trzymaliśmy pod ręką i ciężkim, bezużytecznym aparatem. Dlatego postanowiliśmy zwiedzić park i okolicę, a wnętrze muzeum zostawiliśmy na następny raz z dobrym, działającym aparatem.



Park był w stylu francuskim (jak to często bywa we Francji) - symetria dwuboczna oraz równo ścięte drzewa i krzewy. Prezentował się bardzo ładnie nawet kiedy większość roślin wciąż nie zakwitła, a niektóre zostały dopiero co posadzone.





Żar lał się z nieba!













 


































Wszędzie symetria!














Źródło: filmweb
 Po jakimś czasie było nam tak gorąco, że musieliśmy się schować w cieniu. Niedaleko nas rozłożyła się grupa małych skautów. Dzieci potrafią być strasznie słodkie szczególnie kiedy nie rozumiem co mówią. Jeden z nich wyglądał całkowicie jak mały Mikołajek z książki René Goscinny. Chudziutki, podkolanówki, buciki i czapeczka, jakbym cofnęła się w czasie!







Te młode chłopaczki sprawiły, że zaczęłam się zastanawiać czy w przyszłości może jednak fajnie by było mieć dziecko. Na szczęście kiedy chłopcy sobie poszli, przyszły inne dzieciaki, które zaczęły się drzeć i płakać.. Od razu wrócił mi mój rozum!


W dalszej części parku spotkaliśmy zboczoną rzeźbę... Facet z szaleńczą miną zboczeńca wpatrujący się w młodego chłopaka. Szczerze nie wiem co to miało przedstawiać.













































W parku była altanka na szczycie wzgórza, niestety z całą masą ludzi, ledwo dało się do niej wcisnąć i na dodatek widok nie był zbyt ciekawy.










Bardzo stare drzwi, które mnie zafascynowały!




















Były nawet kangury.
Za wstęp do dalszej części zoo trzeba było niestety zapłacić, do tego kolejki były przerażające.
A na koniec ja na tle ogrodu bodajże alpejskiego, który był jeszcze zamknięty dla zwiedzających.

W parku spędziliśmy ok 3 godziny, niestety ze względu na totalny brak przygotowania musieliśmy dość szybko wracać bo po 3 godzinach w pełnym słońcu i z kurtkami pod pachą zaczęliśmy się odwadniać! Usta mi całkowicie spierzchły, a w takich miejscach nawet mała woda kosztuje 4 euro.

Warto jeszcze wspomnieć, że większość muzeów w Paryżu jest za darmo dla ludzi z Europy, którzy jeszcze nie skończyli 26 lat, dlatego naprawdę warto wybrać się przed 26 do Francji bo można zaoszczędzić dużo kasy, a muzea są całkowicie warte poświęcenia im czasu. Mój B. nieszczęśliwie już jest po 26 roku życia i za wszystkie atrakcje, które ja mam wciąż za darmo musi płacić.