środa, 12 marca 2014
11. Ciacha
Moje urodzinowe ciacho.
Zdecydowanie numer jeden we francuskich boulangerie!
Taki oto prezencik dostałam kiedy mój B. musiał zostać dłużej w pracy.
poniedziałek, 10 marca 2014
10. Muséum national d'histoire naturelle
W końcu, po wielu wcześniejszych próbach, udało nam się wczoraj wybrać do Muséum national d'histoire naturelle. Ubraliśmy grube kurtki i ciepłe ubrania no bo nadal zima itp. Nie zabraliśmy nic oprócz portfela i aparatu. Oczywiście nic nie poszło tak jak zaplanowaliśmy. Kiedy wysiedliśmy z metra zalał nas ogromny upał. Słońce grzało tak jak w lato! Chyba było ponad 20 stopni! Dookoła ludzie rozbierający się, siedzący na trawie, opalający się, prawie goli (!). W powietrzu czuć było zapach wiosny. Od razu dostałam energii do zwiedzania.
Muzeum mieści się w całkiem sporym parku gdzie jest cała masa większych i mniejszych budynków należących do muzeum. Jest tam nawet zoo.
Niestety kiedy chciałam zrobić pierwsze zdjęcie okazało się, że aparat nie działa! Oczywiście zapomniałam baterii, które ładowałam przed wyjściem... Został nam aparat w telefonie.
Słońce grzało coraz mocniej a my byliśmy obładowani kurtkami, które trzymaliśmy pod ręką i ciężkim, bezużytecznym aparatem. Dlatego postanowiliśmy zwiedzić park i okolicę, a wnętrze muzeum zostawiliśmy na następny raz z dobrym, działającym aparatem.
Park był w stylu francuskim (jak to często bywa we Francji) - symetria dwuboczna oraz równo ścięte drzewa i krzewy. Prezentował się bardzo ładnie nawet kiedy większość roślin wciąż nie zakwitła, a niektóre zostały dopiero co posadzone.
Po jakimś czasie było nam tak gorąco, że musieliśmy się schować w cieniu. Niedaleko nas rozłożyła się grupa małych skautów. Dzieci potrafią być strasznie słodkie szczególnie kiedy nie rozumiem co mówią. Jeden z nich wyglądał całkowicie jak mały Mikołajek z książki René Goscinny. Chudziutki, podkolanówki, buciki i czapeczka, jakbym cofnęła się w czasie!
Te młode chłopaczki sprawiły, że zaczęłam się zastanawiać czy w przyszłości może jednak fajnie by było mieć dziecko. Na szczęście kiedy chłopcy sobie poszli, przyszły inne dzieciaki, które zaczęły się drzeć i płakać.. Od razu wrócił mi mój rozum!
W dalszej części parku spotkaliśmy zboczoną rzeźbę... Facet z szaleńczą miną zboczeńca wpatrujący się w młodego chłopaka. Szczerze nie wiem co to miało przedstawiać.



W parku była altanka na szczycie wzgórza, niestety z całą masą ludzi, ledwo dało się do niej wcisnąć i na dodatek widok nie był zbyt ciekawy.
Były nawet kangury.
Za wstęp do dalszej części zoo trzeba było niestety zapłacić, do tego kolejki były przerażające.
A na koniec ja na tle ogrodu bodajże alpejskiego, który był jeszcze zamknięty dla zwiedzających.
W parku spędziliśmy ok 3 godziny, niestety ze względu na totalny brak przygotowania musieliśmy dość szybko wracać bo po 3 godzinach w pełnym słońcu i z kurtkami pod pachą zaczęliśmy się odwadniać! Usta mi całkowicie spierzchły, a w takich miejscach nawet mała woda kosztuje 4 euro.
Warto jeszcze wspomnieć, że większość muzeów w Paryżu jest za darmo dla ludzi z Europy, którzy jeszcze nie skończyli 26 lat, dlatego naprawdę warto wybrać się przed 26 do Francji bo można zaoszczędzić dużo kasy, a muzea są całkowicie warte poświęcenia im czasu. Mój B. nieszczęśliwie już jest po 26 roku życia i za wszystkie atrakcje, które ja mam wciąż za darmo musi płacić.
Muzeum mieści się w całkiem sporym parku gdzie jest cała masa większych i mniejszych budynków należących do muzeum. Jest tam nawet zoo.
Niestety kiedy chciałam zrobić pierwsze zdjęcie okazało się, że aparat nie działa! Oczywiście zapomniałam baterii, które ładowałam przed wyjściem... Został nam aparat w telefonie.
Słońce grzało coraz mocniej a my byliśmy obładowani kurtkami, które trzymaliśmy pod ręką i ciężkim, bezużytecznym aparatem. Dlatego postanowiliśmy zwiedzić park i okolicę, a wnętrze muzeum zostawiliśmy na następny raz z dobrym, działającym aparatem.
Park był w stylu francuskim (jak to często bywa we Francji) - symetria dwuboczna oraz równo ścięte drzewa i krzewy. Prezentował się bardzo ładnie nawet kiedy większość roślin wciąż nie zakwitła, a niektóre zostały dopiero co posadzone.
![]() |
| Żar lał się z nieba! |
| |||||||||||||||||||||||||||||||||||
| Wszędzie symetria! |
![]() |
| Źródło: filmweb |
Te młode chłopaczki sprawiły, że zaczęłam się zastanawiać czy w przyszłości może jednak fajnie by było mieć dziecko. Na szczęście kiedy chłopcy sobie poszli, przyszły inne dzieciaki, które zaczęły się drzeć i płakać.. Od razu wrócił mi mój rozum!
W dalszej części parku spotkaliśmy zboczoną rzeźbę... Facet z szaleńczą miną zboczeńca wpatrujący się w młodego chłopaka. Szczerze nie wiem co to miało przedstawiać.



W parku była altanka na szczycie wzgórza, niestety z całą masą ludzi, ledwo dało się do niej wcisnąć i na dodatek widok nie był zbyt ciekawy.
![]() |
| Bardzo stare drzwi, które mnie zafascynowały! |
Były nawet kangury.
Za wstęp do dalszej części zoo trzeba było niestety zapłacić, do tego kolejki były przerażające.
A na koniec ja na tle ogrodu bodajże alpejskiego, który był jeszcze zamknięty dla zwiedzających.
W parku spędziliśmy ok 3 godziny, niestety ze względu na totalny brak przygotowania musieliśmy dość szybko wracać bo po 3 godzinach w pełnym słońcu i z kurtkami pod pachą zaczęliśmy się odwadniać! Usta mi całkowicie spierzchły, a w takich miejscach nawet mała woda kosztuje 4 euro.
Warto jeszcze wspomnieć, że większość muzeów w Paryżu jest za darmo dla ludzi z Europy, którzy jeszcze nie skończyli 26 lat, dlatego naprawdę warto wybrać się przed 26 do Francji bo można zaoszczędzić dużo kasy, a muzea są całkowicie warte poświęcenia im czasu. Mój B. nieszczęśliwie już jest po 26 roku życia i za wszystkie atrakcje, które ja mam wciąż za darmo musi płacić.
wtorek, 25 lutego 2014
9. Nudy, nudy, nudy.
Prosze o wybaczenie ale cos mi sie w kompie poprzestawialo i nie moge uzywac polskich znakow >.<.
Na blogu ostatnio nic sie nie dzieje poniewaz ciagle brzydka pogoda i zimno, my nie mamy kasy bo ciagle musimy za cos placic - jak np tlumacz. Na szczescie zaraz marzec i bedzie lepsza pogoda (oby!). Mam nadzieje ze uda nam sie skorzystac z firmy, ktora przewozi zwierzeta, niestety to kolejny bardzo drogi koszt - 900zl ale za to bede miala tutaj moja kicie ktora musiala zostac w Polsce z moja mama.
Mysle ze koleja notka bedzie o restauracjach w Paryzu. Gdzie warto isc i za jakie pieniadze.
W weekend planujemy sie wybrac do Muséum national d'histoire naturelle - Muzeum Historii Naturalnej. Jest to jedno z najwiekszych na swiecie muzeow przyrodniczych. Oczywiscie wybierzemy sie tam z aparatem i wszystko tutaj opisze.
A zeby nie byla to az tak nudna notka dodam pare fascynujacych zdjec ;)
Na blogu ostatnio nic sie nie dzieje poniewaz ciagle brzydka pogoda i zimno, my nie mamy kasy bo ciagle musimy za cos placic - jak np tlumacz. Na szczescie zaraz marzec i bedzie lepsza pogoda (oby!). Mam nadzieje ze uda nam sie skorzystac z firmy, ktora przewozi zwierzeta, niestety to kolejny bardzo drogi koszt - 900zl ale za to bede miala tutaj moja kicie ktora musiala zostac w Polsce z moja mama.
Mysle ze koleja notka bedzie o restauracjach w Paryzu. Gdzie warto isc i za jakie pieniadze.
W weekend planujemy sie wybrac do Muséum national d'histoire naturelle - Muzeum Historii Naturalnej. Jest to jedno z najwiekszych na swiecie muzeow przyrodniczych. Oczywiscie wybierzemy sie tam z aparatem i wszystko tutaj opisze.
A zeby nie byla to az tak nudna notka dodam pare fascynujacych zdjec ;)
![]() |
| Paryskie sniadanie |
![]() |
| Ciacha ktore kazdy musi sprobowac bedac w Paryzu! |
![]() |
| Moja kicia. |
piątek, 14 lutego 2014
8. Zawarcie związku partnerskiego we Francji. Część II
I już jesteśmy po PACSie! Teraz legalnie mogę zostać we Francji tyle ile mi się podoba.
A jak to wszystko wyglądało?
Przed wyjściem mój B. przypomniał sobie o 3 dokumentach które musieliśmy ręcznie napisać i podpisać. Przez to trochę się spóźniliśmy na szczęście do urzędu mamy tylko dwie stacje metrem. Kiedy biegiem wychodziliśmy z domu zauważyłam, że w moim białym płaszczu brakuje guzika, moich rękawiczek też nigdzie nie było co jeszcze bardziej popsuło mi humor. Pani tłumacz już na nas czekała na miejscu. Była bardzo miła i fajna - nawet studiowała w Japonii ale za ok 30 min wzięła 150 euro. Całkiem dobra praca! W każdym razie dzięki niej trochę się rozluźniłam bo byłam bardzo spięta i zestresowana. Oczywiście i tak musieliśmy czekać pomimo obiecanego przepuszczenia nas przodem z powodu tłumacza. W środku tym razem była miła pani, która nam wszystko wytłumaczyła. Okazało się, że są dwie drogi zawarcia związku partnerskiego. Wspólny majątek albo rozdzielność majątkowa. Nic o tym nie wiedziałam, a mój B. kiedyś o tym czytał i zapomniał więc trochę byliśmy zaskoczeni. Cała sytuacja bardzo mnie zestresowała, powiedziałam, że absolutnie nie zgadzam się na rozdzielność i ma być wspólny majątek! Żałowałam, że nie wiedziałam o tym wcześniej bo moglibyśmy się razem zastanowić co zrobić, a tak ta decyzja spadła na mnie tak nieoczekiwanie. Na szczęście dla B. nie było problemu i się zgodził. Kiedy wszystko się skończyło dostaliśmy 3 dokumenty potwierdzające, że jesteśmy razem. Mieliśmy iść świętować do restauracji i do muzeum ewolucji ale po tych wszystkich emocjach poczułam się bardzo źle i resztę dnia spędziliśmy razem w łóżku.Więc i tak nie było źle. Ślub będziemy musieli zdecydowanie bardziej hucznie obejść!
Dzisiaj były walentynki ale nie obchodziliśmy ich wystawnie bo trochę się rozchorowałam dlatego nie mogę za wiele napisać na temat tego święta w Paryżu ale za rok zamierzam to nadrobić!
A na deser Paryż, który przez całą zimę nie miał ani grama śniegu:
A jak to wszystko wyglądało?
Przed wyjściem mój B. przypomniał sobie o 3 dokumentach które musieliśmy ręcznie napisać i podpisać. Przez to trochę się spóźniliśmy na szczęście do urzędu mamy tylko dwie stacje metrem. Kiedy biegiem wychodziliśmy z domu zauważyłam, że w moim białym płaszczu brakuje guzika, moich rękawiczek też nigdzie nie było co jeszcze bardziej popsuło mi humor. Pani tłumacz już na nas czekała na miejscu. Była bardzo miła i fajna - nawet studiowała w Japonii ale za ok 30 min wzięła 150 euro. Całkiem dobra praca! W każdym razie dzięki niej trochę się rozluźniłam bo byłam bardzo spięta i zestresowana. Oczywiście i tak musieliśmy czekać pomimo obiecanego przepuszczenia nas przodem z powodu tłumacza. W środku tym razem była miła pani, która nam wszystko wytłumaczyła. Okazało się, że są dwie drogi zawarcia związku partnerskiego. Wspólny majątek albo rozdzielność majątkowa. Nic o tym nie wiedziałam, a mój B. kiedyś o tym czytał i zapomniał więc trochę byliśmy zaskoczeni. Cała sytuacja bardzo mnie zestresowała, powiedziałam, że absolutnie nie zgadzam się na rozdzielność i ma być wspólny majątek! Żałowałam, że nie wiedziałam o tym wcześniej bo moglibyśmy się razem zastanowić co zrobić, a tak ta decyzja spadła na mnie tak nieoczekiwanie. Na szczęście dla B. nie było problemu i się zgodził. Kiedy wszystko się skończyło dostaliśmy 3 dokumenty potwierdzające, że jesteśmy razem. Mieliśmy iść świętować do restauracji i do muzeum ewolucji ale po tych wszystkich emocjach poczułam się bardzo źle i resztę dnia spędziliśmy razem w łóżku.Więc i tak nie było źle. Ślub będziemy musieli zdecydowanie bardziej hucznie obejść!
Dzisiaj były walentynki ale nie obchodziliśmy ich wystawnie bo trochę się rozchorowałam dlatego nie mogę za wiele napisać na temat tego święta w Paryżu ale za rok zamierzam to nadrobić!
A na deser Paryż, który przez całą zimę nie miał ani grama śniegu:
![]() |
| Taką mamy tutaj zimę. |
poniedziałek, 3 lutego 2014
7. Park des Buttes Chaumont
Jedną z moich ulubionych atrakcji w Paryżu są wszechobecne parki. Duże parki, ładne parki, francuskie, angielskie. Każdy znajdzie coś dla siebie.
Wczoraj postanowiliśmy odwiedzić park, który jest niedaleko nas - 4 stacje metrem.
Parc des Buttes Chaumont
Na google grafika prezentuje się wyśmienicie niestety w rzeczywistości to chyba najgorszy park w jakim byłam w Paryżu.
Prawie wszystkie dróżki są ogrodzone i na trawę można wchodzić tylko w jednym miejscu. Jest mały a w niedzielę był po prostu tłum ludzi - mało przyjemne na spacerze. Praktycznie wszystko było zagrodzone, sporo śmieci się walało na ziemi i prawie wszędzie słyszało się odgłosy miasta.
Jeśli kiedyś będziecie zwiedzać Paryż to ten park z czystym sumieniem możecie sobie odpuścić.
Nie polecam!
Wczoraj postanowiliśmy odwiedzić park, który jest niedaleko nas - 4 stacje metrem.
Parc des Buttes Chaumont
Na google grafika prezentuje się wyśmienicie niestety w rzeczywistości to chyba najgorszy park w jakim byłam w Paryżu.
Prawie wszystkie dróżki są ogrodzone i na trawę można wchodzić tylko w jednym miejscu. Jest mały a w niedzielę był po prostu tłum ludzi - mało przyjemne na spacerze. Praktycznie wszystko było zagrodzone, sporo śmieci się walało na ziemi i prawie wszędzie słyszało się odgłosy miasta.
| Cała masa ludzi pchała się do tej altanki. |
| Jedyne ładne miejsce w parku. |
| Może w wiosnę robi lepsze wrażenie... |
Jeśli kiedyś będziecie zwiedzać Paryż to ten park z czystym sumieniem możecie sobie odpuścić.
Nie polecam!
środa, 22 stycznia 2014
6. Frida w Paryżu
Od 9 października 2013 do 13 stycznia 2014 można było obejrzeć wystawę Frida Kahlo/Diego Rivera. Art in fusion w Musée national de l'Orangerie.
Ekspozycja cieszyła się dużą popularnością dlatego nawet w środku tygodnia trzeba było czekać przynajmniej godzinę w długiej kolejce. Przykrą niespodzianką okazałą się grupa starszych ludzi, którzy zamiast stanąć w kolejce zaczęli się przepychać i zrobili dużą awanturę kiedy personel nie chciał ich wpuścić przez drzwi wyjściowe do środka. Na koniec i tak zostali wpuszczeni ale czy nie mogło to się odbyć spokojnie i kulturalnie? W środku nagle odzyskali siły bo przepychali się, popychali i szturchali wszystko co stało im na drodze. Jak widać starszych ludzi, którzy uważają, że przez wzgląd na wiek wszystko im się należy nie brakuje i tutaj.
Sala na której odbywała się wystawa była pomalowana jak dom Fridy - mocny niebieski z żółcią i zielenią. Co jakiś czas pojawiały się rośliny rodem z Meksyku. Pewnie gdyby nie było takich tłumów można by się poczuć jak w Ameryce Łacińskiej.
Prace Diego Rivery są ogromne, przy nich malutkie obrazy Fridy wyglądają bardzo niepozornie, jednak to one robią największe wrażenie.

Nie zabrakło też filmów i zdjęć z życia artystów.
Na koniec pokazano jak twórczość Fridy nadal oddziałuje na współczesną sztukę.
Przyznam szczerze, że z wielką niecierpliwością czekałam na tą wystawę. Frida od zawsze była moją ulubioną artystką i nie mogłam się doczekać żeby zobaczyć jej prace na żywo. Nie zawiodłam się.
Niestety wystawa jest już zakończona ale jeśli kiedyś będziecie mieć okazję do zobaczenia obrazów Fridy Kahlo na żywo, koniecznie musicie ją wykorzystać.
Ekspozycja cieszyła się dużą popularnością dlatego nawet w środku tygodnia trzeba było czekać przynajmniej godzinę w długiej kolejce. Przykrą niespodzianką okazałą się grupa starszych ludzi, którzy zamiast stanąć w kolejce zaczęli się przepychać i zrobili dużą awanturę kiedy personel nie chciał ich wpuścić przez drzwi wyjściowe do środka. Na koniec i tak zostali wpuszczeni ale czy nie mogło to się odbyć spokojnie i kulturalnie? W środku nagle odzyskali siły bo przepychali się, popychali i szturchali wszystko co stało im na drodze. Jak widać starszych ludzi, którzy uważają, że przez wzgląd na wiek wszystko im się należy nie brakuje i tutaj.
Sala na której odbywała się wystawa była pomalowana jak dom Fridy - mocny niebieski z żółcią i zielenią. Co jakiś czas pojawiały się rośliny rodem z Meksyku. Pewnie gdyby nie było takich tłumów można by się poczuć jak w Ameryce Łacińskiej.
Prace Diego Rivery są ogromne, przy nich malutkie obrazy Fridy wyglądają bardzo niepozornie, jednak to one robią największe wrażenie.
![]() | ||
| Obrazy niesamowicie oddają jej cierpienie. | Całkowicie mnie poruszyły. |

Nie zabrakło też filmów i zdjęć z życia artystów.
Na koniec pokazano jak twórczość Fridy nadal oddziałuje na współczesną sztukę.
Przyznam szczerze, że z wielką niecierpliwością czekałam na tą wystawę. Frida od zawsze była moją ulubioną artystką i nie mogłam się doczekać żeby zobaczyć jej prace na żywo. Nie zawiodłam się.
Niestety wystawa jest już zakończona ale jeśli kiedyś będziecie mieć okazję do zobaczenia obrazów Fridy Kahlo na żywo, koniecznie musicie ją wykorzystać.
czwartek, 9 stycznia 2014
5. Zawarcie związku partnerskiego we Francji. Część I
Jak wygląda zawarcie związku partnerskiego we Francji? Po przeglądaniu informacji w Internecie wydawało nam się, że wiemy wszystko o PACS (związek partnerski) i nic nas nie zaskoczy. Najpierw wybraliśmy się do Polskiej ambasady. Spodziewałam się, że będzie wyglądać ładnie no i żeby zrobić dobre wrażenie na rodakach mieszkających w Paryżu wystroiłam się jak na jakąś elegancką imprezę. Niestety czekało mnie rozczarowanie. Budynek co prawda ładny, jak większość budynków w centrum Paryża. W środku jednak wszystko wyglądało jak polski urząd pracy czy coś w tym stylu. Parę okienek, powolne panie i ogólnie ciężka atmosfera. Od razu poczułam się swojsko kiedy jakaś baba starała się przede mnie wepchnąć. Za odpis urodzenia + jego tłumaczenie musieliśmy zapłacić 60 euro. Oczywiście zaznaczyliśmy, że wszystko jest do PACS i spytaliśmy się czy to wystarczy. Miało wystarczyć. Następnie musieliśmy czekać miesiąc aż te papiery przyślą. Telefon do ambasady nie działał dlatego musieliśmy iść na ślepo z nadzieją, że dokumenty czekają na nas na miejscu. Niczego na szczęście nie brakowało więc kolejnym przystankiem był urząd, który mieści się niedaleko nas (na spotkanie musieliśmy czekać 3 miesiące). Do tego momentu wszystko układało się jak po maśle. W urzędzie zaproszono nas do gabinetu, usiedliśmy i pani zapytała mnie o coś po francusku. Nic nie zrozumiałam, B. wytłumaczył, że nie jestem francuskojęzyczna. I w tym momencie miła pani zmieniła się w urzędowego potwora. Tłumacząc mojemu B., że w takim wypadku potrzebujemy tłumacza, który przyjdzie z nami cały czas się na mnie gapiła jakbym była nie wiadomo czym. Podejrzewam, że nawet nie wiedziała, że Polska jest w Europie bo stwierdziła, że moje papiery nie wystarczą i muszę mieć jakiś dokument, który udowodni, że nie mam męża i coś tam jeszcze. Te dokumenty nie są potrzebne dla osób pochodzących z Europy. Zostaliśmy szybko wyproszeni, a ja zostałam potraktowana spojrzeniem: Nie masz prawa zabierać naszych mężczyzn skoro nie jesteś Francuzką.
Żeby wszystko było jasne B. dzwonił wcześniej do tych pań z urzędu od PACS, pytał jakie dokumenty nam są potrzebne i zaznaczył oczywiście, że pochodzę z Polski. No ale jak widać nie dla psa kiełbasa. Następne spotkanie przydzielili nam na połowę lutego. Hura! Szczególnie, że miałam mieć darmowe ubezpieczenie - teraz będziemy musieli czekać kolejny miesiąc, a lekarze wcale nie są tutaj tani. Dlatego nie mogę chorować.
Poszliśmy wczoraj do polskiej ambasady spytać się o te dodatkowe dokumenty. Dostaliśmy jakiś papier z pieczątką na którym było napisane, że nie potrzebuję nic więcej - oczywiście koszt 30 euro. Ciekawa jestem tylko ile tłumacz nas wyniesie - w końcu będzie musiał się pofatygować z nami do urzędu.
Subskrybuj:
Posty (Atom)





















